wtorek, 25 listopada 2014

New York Half Marathon - Jak było, jak wystartować i dlaczego warto.

Od połowy września miałem okazję zwiedzać wschodnią część USA, a całą wyprawę zakończyć półmaratonem w Nowym Jorku, o czym poniżej.
Numer już odebrany, czekamy na start!
Nowy Jork zwiedzam oczywiście w klubowych barwach 



Żeby wziąć udział w jakimkolwiek biegu w dużym jabłku, trzeba się zarejestrować na stronie New York Road Runners, gdzie widnieje przegląd wszystkich biegów w Nowym Jorku, artykuły
i treningi. Przez tą stronę rejestrujemy się na biegi w których chcemy wziąć udział. System jest bardzo podobny do datasport. Biegi w Stanach nie są tanie, ale wykupując członkostwo w NYRR mamy wiele zniżek, a nawet biegi za darmo. Bieg, w którym wziąłem udział kosztował mnie 45$ (płatne 2 miesiące przed startem), w dniu startu zapłaciłbym 55$. Będąc członkiem kosztował około 10-15$, więc jest to znaczna różnica. 

Podczas rejestracji oprócz danych podajemy również nasze możliwości podczas biegu, tzn. tempo min/mile. Po co? Jeżeli pierwszy raz startujesz sam, wpisujesz swoje tempo biegu, natomiast przy późniejszych startach system analizuje Twoje dotychczasowe wyniki i sam ustala czas w jakim możesz ukończyć bieg. Wszystko po to, aby na starcie ustawić się w odpowiednim miejscu. Twój numer, który dostaniesz, odpowiada strefie, w której powinieneś się znaleźć. W Polsce też wyznaczone są takie strefy, ale w Nowym Jorku, nie było możliwości ustawienia się bliżej startu niż wskazywałby Twój numer. Dzięki temu na starcie nie było zamieszania i biegacze mogli ustawiać się parę minut  przed startem, bo mieli już ustalone swoje miejsce. 

Tuż przed startem. 
Zaczęło się! 

O godzinie 9:00 rozpoczynał się bieg, więc żeby zdążyć na czas musiałem wstać już o godzinie 5:00. Dojazd do centrum zajmował metrem z Bronx'u 1,5h. Chciałem być też trochę wcześniej, ponieważ nigdy nie miałem okazji startować w półmaratonie zagranicą, a co dopiero w Nowym Jorku.  Emocje związane z biegiem nie pozwalały mi w nocy spać, ale rano nie czułem zmęczenia. Pogoda była idealna, około 15-17 stopni i bezchmurne niebo. Zawody bardzo dobrze zorganizowane, nigdzie nie było kolejek (nawet do toalety!), wszystko bardzo dobrze oznaczone, więc nawet osoby, które nigdy nie brały udziału w takich imprezach albo były pierwszy raz w Nowym Jorku nie miały problemu z odnalezieniem swojego miejsca. Będąc tam prawie dwie godziny przed dziewiątą zastałem pustki. Zawodników bardzo mało, wolontariusze dopiero się zbierali. Pomyślałem, że czeka mnie pewnie jakiś mały, kameralny bieg i w takim przekonaniu byłem prawie do samego startu. Okazało się, że ludzie na start zebrali się w kwadrans. W rezultacie biegaczy było całkiem sporo.


                         5,970 TOTAL FINISHERS                       
                                     3,023 MEN / 2,947 WOMEN                                   
Meta!

You can do it!

Trening na plaży w Miami.

Nie byłem za bardzo przygotowany do biegu. Przez cały wyjazd udało mi się raz pobiegać na plaży w Miami. Do tego same hamburgery i steaki. Z początku chciałem w ogóle ukończyć bieg. Byłem naprawdę zestresowany, więc myślałem że mogę nie dać rady. W mojej strefie znaleźli się pacamakerzy z tabliczką 1:30. Ustaliłem sobie zatem, że będę się ich trzymał przez pierwsze kilometry/mile. Zaraz po starcie ich zgubiłem i nie widziałem aż do mety. Biegło mi się naprawdę dobrze, a po starcie, jak się okazało, udało mi się być przed pacemakerami, więc na mecie byłem po 1h 29m 27s. Z wyniku jestem bardzo zadowolony, bo 1h30m udało mi się wcześniej tylko raz złamać i to będąc naprawdę dobrze przygotowanym. 





Był to bieg charytatywny, więc zaraz po zakończeniu większość uczestników zaczęła się rozchodzić.
Zawody oceniam na 5+ i mam nadzieje, że w przyszłości wystartuję w głównym nowojorskim półmaratonie, a później w pełnym maratonie oczywiście. ;)


Relaks po udanym biegu w Central Parku. 

1 komentarz: